19. Pociąg do oszczędności – jak to się robi na zachodzie?

Nadmierna mobilność jak i dbałość o środowisko nie jest cnotą ani Polaków w ogóle, ani naszych studentów. Sam jestem studentem. Staram się jak najwięcej korzystać z transportu zbiorowego i
rowerorowego. Robię to szczególnie wtedy gdy jestem w mojej „drugiej/pierwszej placówce” tj. Belgii.

Podczas ciągłych alarmów o rozjeżdżaniu trawników i braku miejsc parkingowych, przeciętny student w mym rodzinnym mieście – Łodzi jest zdania, że uczelnia powinna mu zapewnić wielopoziomowy, najlepiej darmowy parking. Nic nie robi się by nauczyć rodaków korzystania z transportu zbiorowego. Rower, autobus i kolej kojarzą nam się z wysiłkiem i niebezpieczeństwem. Gdy proponuję w towarzystwie by odcinek pokonać na pieszo, ludzie pukają się w głowę.

Ten wysiłek, który codziennie możemy sobie zafundować to w efekcie samo zdrowie. W tramwaju czy pociągu każdy ma czas dla siebie, na krzyżówki, sudoku, widoki za oknem… To jest ważne dla naszego samopoczucia. Po drodze na przystanek, a tym bardziej na rowerze pracują mięśnie – poprawiamy zatem swoją kondycję, na koniec zaś dbamy o środowisko.

Każdy to słyszał: mobilność jest kluczowa dla gospodarki. Ludzie nie bojący się używać taniej i sprawnej komunikacji zbiorowej łatwiej znajdą wymarzoną pracę. Tacy ludzie nie boją się przeprowadzić bo wiedzą, że do mamy i taty zawsze mogą zajrzeć na obiad, a dojazd do pracy 50 czy 100 km wcale nie jest taki straszny.

Tego od lat uczy swoich obywateli Belgia zniżki na kolej oferując nie tylko młodzieży i studentom, również często podróżującym dorosłym, rodzinom na wycieczki i zakupy w weekendy. Uczy ich tego oferując premie rowerzystom, zachęcając do złomowania samochodów. Odpowiedzialność za cyrkulację pracowników ponoszą firmy, studentów – uczelnie, kampusy i miasta oraz rząd.

Wynajem przyzwoitego nowiutkiego roweru na rok kosztuje w ośrodku akademickim w Gandawie 30 Euro na rok – to niedużo, a można nawet taniej. Rower ma bagażnik, student powiesi na nim torby i pojedzie też na zakupy.

Moja szkoła nie zapewnia dla studenta nawet ćwierć miejsca parkingowego. Pewne jest natomiast, że parkowanie na ulicy kosztuje kilka Euro za godzinę a ci co nie zapłacą niechybnie poniosą koszt mandatu w wysokości do kilkuset euro. Parking dla rowerów jest duży, wygodny i bezpieczny. Student zawsze znajdzie tam miejsce na swój bicykl choć rowerów jest pełno.

Pracownik belgijskiej  firmy, który zrezygnuje z samochodu dostanie zwrot kosztu miesięcznego biletu kolejowego – gwarantuje mu to prawo. Jeśli zdecyduje się na rower może liczyć na korzyści rzędu 800 Euro rocznie. Za te pieniądze kupi dobry rower z oświetleniem i ciężką kłódkę do niego. W publicznej debacie na temat wprowadzenia zakazu korzystania z iPoda na rowerze bierze się pod uwagę również to czy zakaz nie przyczyni się do zmniejszenia ilości chętnych do pedałowania. Władze są na tym punkcie czułe.

W Polsce dużo do zrobienia jest na każdym z pól. Infrastruktura i jakość usług transportowych pozostawia dużo do życzenia. Zachęt do korzystania z transportu masowego i rowerów też nie widać, zarówno finansowych jak i marketingowych. Świadomość ekologiczna też jest niska.

Pieniądze, które rząd zaoszczędzi na zniżce, uczelnie zmarnują na sprawdzanie statusu majątkowego studentów. Zaprzęgnięte zostaną też księgowości firm i urzędy skarbowe. Nie tędy droga.

Artykuł w GW

18. Rozpęd w czasie bessy i lot w czasie hossy.

Rozpęd bywa ekscytujący, pouczający, nużący, męczący… Może się wydawać nie do przebycia. Można za tą dynamiką tęsknić, gdy się już jedzie.

Lepiej jest rozpędzić się po wertepach i wpaść na szeroką autostradę niż na odwrót. Lepiej wystartować z krótkiego pasa pośród skał w błękitne niebo niż z Frankfurtu w burzę…

Od 1 października mam pracę. Nie mam następnej sesji i (puk, puk) wszystko jest piękne. Perspektywa obowiązków jest odległa, a życie powinno stać się proste.

Dyplom odłożony na wiosnę nie robi na mnie dużego wrażenia. To jest mój „gap-year”. Za rok wórcę do studiowania. 🙂

17. Pociąg.

Od europejskiego standardu połączeń kolejowych dzielą nas nie miesiące i nie lata ale całe dekady. Często korzystam z kolei w Belgii. Bilet w dowolne miejsce w Belgii pociągiem klasy IC (wagon IC 2 klasy bezprzedziałowy) kosztuje mnie tu 4,5 Euro. Pociągi są szybkie więc nie sprzedaje się tu herbaty i kawy – nikt nie zdążyłbyjej wypić.

Wszystkie linie międzymiastowe mają standard torów TGV i są podwójne, lub potrójne miejscami. Pociągi zwalniają jakieś 2-3 kilometry przed stacją i tylko na stacjach stoją. Przy prędkościach rzędu 160 ma się wrażenie, że te pociągi zwalniają i przyśpieszają strasznie szybko. Połączenia są wielopoziomowe. Nie wiem jak to jest, że pociągi na odcinku 1,5 kilometra mijają się na tylu poziomach. U nas w Łodzi chcą sprowadzić pociągi pod ziemię i w związku z tym „rampa” ma się zacząć jakieś kilometry od Fabrycznej.

Zdublowane linie oznaczają, że pociągi nie czekają. Lewy tor jest na zachód, prawy na wschód itd. Cały czas coś budują. Po drodze mijam wiadukty i torowiska w budowie. 5-6 stacji, na których bywam jest w remoncie – Gandawa, Brugia, Bruksela Centralna, Antwerpia. Mimo to nie ma opóźnień czy zmian rozkładu.

Bruksela Centralna, która jest malutka, jest szalona jako taka. Jeżeli przyjdziesz na peron 20 min przed odjazdem swojego pociągu zobaczysz w tym czasie, jak odprawia się z dwóch przyległych do niego torów około 10 pociągów. Mimo to większość jest o czasie. Rzadkie opóźnienia sięgają 10 min. Trudno też się pomylić.

Ostatnie pociągi w dniu w razie opóźnień innych składów czekają na stacjach pośrednich umożliwiając ostatnim pasażerom przesiadki.

Podróż z Gandawy Sint-Pieters do Brukseli Midi zawsze trwa 31 minut. Do Brugii są dwa warianty IC jeden 28 minut z postojem w Aalter, drugi bez postoju 20 coś minut. Do Antwerpii 40 min. I zawsze tyle samo. W ciągu dnia każdy pociąg jest co godzinę, zawsze o tej samej porze. Inaczej w weekend, ale też co godzinę. Niektóre kierunki są częściej do 2-3 razy na godzinę w szczycie. Poszczególne połączenia różnią się czasami przejazdu o minutę lub dwie.

2x dziennie jest z Gandawy Thalys – pociąg do Paryża – za nieco większe pieniądze. Czas przejazdu 2h (z Brukseli 1h 22min). Jeśli potrzebuję inną godzinę lub cel podróży muszę dorzucić do przejażdżki dojazd do Brukseli (31 min.). Do Londynu jedzie się Euro Star 2 godziny. 3,5 godziny ICE do Frankfurtu. Pociągi kursują często.

W Polsce tory to jakaś niejasna plątanina koślawych szyn, po 5 nitek obok siebie i żadna nie jest sprawna w 100%. Nikt nie potrafi pokierować ruchem tak by skrócić przejazdy. Tutaj to jest proste w każdym kierunku 2-3 sprawne tory.

W jednoprzestrzennym wagonie pociągu, który nie ma lokomotywy – jej rolę pełni pierwszy i ostatni wagon – podróżni prowadzą ciche, niezakłócone hałasem rozmowy.

Jeśli chodzi o mankamenty NMBS-u – Belgijskiego PKP to zauważam dwa. Wieczorem przez wypolerowane okna z jasno oświetlonego wewnątrz wagonu nie da się podziwiać widoków. Można się za to przejrzeć. PKP ostatnio zafundowała mi podróż na trasie Wrocław-Łodź bez światła. Widoki faktycznie niezapomniane. Czas tej podróży pozostawię bez komentarza. Wtedy to zauważyłem, że konduktorzy NMBS też mają latarki, ale raczej dla picu. Drugi mankament jest taki, że wyśrubowany standard tutejszych kolei nie oferuje już tylu emocji co nasze PKP. W rodzimym składzie podróż zawsze ma smak, a nawet zapach ma – ba.

Swoją drogą słyszałem, że jak spadły tęgie śniegi (czyt, ok 1cm śniegu w ciągudoby) podróż do Gandawa – Brugia raptem wydłużyła się do 3 godzin bo samobieżne wagony nie dawały rady na śliskich torach. Dyspozytornia musiała doczepiać w polu do składów ciężkie lokomotywy. Sam natomiast byłem świadkiem jak przy mniejszym opadzie śniegu, w tym roku przeciekały poszycia wagonów słabo przystosowanych do „ekstremalnych” zimowych
warunków.

16. Kompromis.

Siedzenie za granicą i postanowienie trwania w tym to kompromis z samym sobą.

Odpowiedzialność… ta której brak, mówi wróć i mówi zostań.

Tęsknota też coś mówi.

Gdziekolwiek byś był.

15. Kanał.