39. Doctor’s poem

Hereby I present my own translation of Doctor’s poem from the Kawasaki’s Rose, a Czech drama movie showing a contemporary (2009) perspective on communism applied to real life. Dedicated to all these young Europeans who have no idea what it was all about, or to those who think that they can reinvent and fix this idea. You cannot!

There’s a pit full of blood
and everybody drank once at least
and somebody who killed
and somebody who hit
and he was sad therefore
and dipped his hands therein
and watched them counter-light
with fear that’ll last in him
withstand he could not
this water in his hands – dear God
and in empty cave, he smashed stones
and sorry asked: please lapidate
and asked but never got
for the fear went not
over that bloody filled pot
where everybody stood once at least.

I warmly recommend this movie. I found it so good that I translated it. So if you are looking for an English translation of the dialogue list… http://www.youtube.com/watch?v=Pdt74UsIW-0?rel=0

38. Portfolio

As I am soliciting work now, I created a portfolio which I am proud to share here. Watch it here or on it’s dedicated website portfolio.gracz.pro.

37. Polemika z Pudelkiem

Dobry tekst na temat sprawy ACTA, opublikował ostatnio, o dziwo, Pudelek. Redakcja serwisu zauważa w nim, że wypowiadane przez celebrytów pouczenia na temat sposobów uczciwego korzystania z dóbr kultury, świadczą w dużej mierze o ich (celebrytów) oderwaniu od rzeczywistości. Zdaniem pudelka taki Meller nijak nie pojmuje, jak wygląda życie przeciętnego Polaka, jak trudno mu związać koniec z końcem, a jeszcze trudniej wysupłać grosz na kulturę. Mają pewnie sporo racji – celebryci swoje, a życie lekkim nie jest. Jednak moim zdaniem istotą problemu ACTA jest nie tyle dostęp do kultury co zapisy akta mogące prowadzić do naruszania prywatności ludzi, poza wszelką kontrolą i normami. I przeciw temu warto protestować. A co do problemu dostępu do kultury to nic się nie zmienia. Konsumując na lewo z internetu faktycznie narusza się prawa twórców. Niektórzy uczestnicy debaty publicznej usiłują do jednego worka wrzucić żądanie pełnej swobody konsumpcji z pominięciem praw twórców, jak również GMO i legalizację marihuany. Nie o to chodzi! Rację mają za to ci, którzy mówią że rozwiązanie problemu nie leży w instalowaniu ©-KGB tylko w poszukiwaniu kompromisu między konsumentami a twórcami. Ten kompromis mógłby polegać na przykład na tym, że twórcy oferowaliby swoje “towary” masowo, w przystępnej cenie, na przyzwoitej platformie, która zapewni jakość i uczciwy podział zysków. Ludzi być może nie stać na łażenie po kulturze za grubą monetę, ale niejeden płaciłby subskrypcję lub abonament, gdyby gwarantowało mu to jakość kontaktu z kulturą i spokój sumienia. Takie rzeczy już się dzieją. Nie chodzi o zebranie 50zł “za seans” od elit, ale o skromną opłatę od mas. Za mały głośniczek, mp3, 15-calowy ekran “HD”. Niektórzy twórcy zauważają, że konsument to nie złodziej. Na TEDxKraków 2010 punktowali ten fakt Marcin Iwiński i Michał Kiciński – twórcy firmy CD Projekt, gry Wiedźmin oraz platformy gog.com oferującej gry w formule DRM-free.

Wraz z poszerzaniem oferty legalnego dostępu do utworów powinno się poszerzać ochronę prywatności na miarę nowej rzeczywistości, w której strefy prywatne rozciągają się poza nasze domy. Czym różni się wynajęte 100 mega przestrzeni na dysku od najmowanego lokalu? Niczym. Czym różni się rozmowa telefoniczna lub zapieczętowany list od bita wysłanego kablem? Niczym. Musimy ten fakt wreszcie zauważyć i należycie go potraktować.

36. Transmisja prywatna!

Umowa podpisana. To jest właśnie ten moment kiedy ekipa PO przypieczętowała koniec swojego urzędowania w następnych wyborach. Prawda jest taka, że kogo byś tam posadził – nie może siedzieć na stołku dłużej niż jedną kadencję. Potem władza zdaje się zapominać kto i dlaczego ich tam posłał. Od początku III RP nie było takiego momentu żeby rząd na siłę wprowadzał przepisy wbrew tak silnie uogólnionemu duchowi kraju i czasu. Wbrew woli zjednoczonej większości obywateli wszystkich opcji. Nie było też przypadku żeby w sprawie tak ważnej, w tak ignorancki sposób władza wychodziła do nas kłamać i udawać, że nie wie o co chodzi.

Film z manifestacji przeciw ACTA w Łodzi, autor: Jakub Woźniak

W Unii Europejskiej uchowały się terytoria, które są objęte zakazem wstępu kobiet – bo tak chce lokalna społeczność. Czemu zatem Polska nie może określić swojego odrębnego zdania i poglądu na sprawy takie jak przepływ wartości intelektualnych? Jedne kraje są bardziej konserwatywne, a drugie bardziej liberalne. My w tym wypadku wybieramy pełne podporządkowanie ogółowi społeczności międzynarodowej (czyt. lobbystów od hurtowników opatentowanej idei). Wartości intelektualne to podstawa cywilizacji i ograniczając ich przepływ strącamy się w nowe wieki średnie.

Demagogią są tłumaczenia rządu, że ACTA nie wpłynie na sytuację prawną Polaków. Po co zatem w ogóle podpisywać? Udział w umowie międzynarodowej jest wyrazem poparcia udzielonego przez państwo polskie wszystkim skutkom jej stosowania. Ma to wpływ na sytuację obywateli Polski za granicą, a także na politykę obcych rządów wobec polskich zasobów internetu, który przecież nie zna granic. Ma to wpływ na traktowanie wszystkich uczestników “rynku wartości intelektualnej” – czyli nas. Nie wspominając o nowym polu do nadużyć, którego powstanie prognozują niektórzy.

Stop Acta

Problem

Każdy twórca powinien móc proporcjonalnie do wartości tego co wytwarza i do swojego udziału w rynku uczestniczyć w zyskach. Utwory są nam potrzebne, zatem twórcom trzeba płacić. Czemu, jednak, cierpieć ma na tym zasada  tajemnicy korespondencji (transmisji prywatnej). Nikomu nic do tego co wychodzi z twojej karty sieciowej, z twojego komputera, ani do tego co na nim trzymasz. Ochrona prywatności transmisji to jednak nie koniec. Nie można też sankcjonować prawnie zasad które mówią, że przestępcą jest ten, który daje drugiemu człowiekowi czegoś posłuchać lub ten, który udostępnia narzędzia do przechowywania i przesyłania treści. A wszystko jest treścią i z jej swobodnego przepływu płynie ogromna wartość dodana.

Przestrzeń życiowa człowieka się zmienia. Jest zupełnie inna niż wtedy gdy rynek opanowywały płyty CD. Prywatne obszary naszego życia rozciągają się łączami daleko poza mury naszych domów. Twoja korespondencja nie leży już w szufladzie twojego biurka, to samo pieniądze, to samo dokumenty. Przestrzeń gdzie spotykasz ludzi obcych też się zmieniła, jej granice przesuwają się łączami w przeciwnym kierunku – bliżej stref prywatnych. Te nowe obszary bytowania obywateli trzeba chronić tak samo jak dostęp do własnego domu. Nie można dawać kluczy byle komu i bez kontroli.

Zastanówmy się, kim byś dziś była/był gdyby nie dekady dzikiego zachodu, wolnego internetu, wolnego przepływu treści? Trudno już na to odpowiedzieć, ale jestem pewien, że nie tym kim jesteś. Twój umysł i wiedza, stopień ucywilizowania i samoświadomości byłby o całe rzędy wielkości mniejsze.

Rozwiązanie

Ciągłe zwiększanie kontroli nad przepływem informacji na pewno nic tu nie pomoże. Wręcz przeciwnie, powinniśmy sobie z tym dawno dać spokój. Powiedzieć sobie uczciwie do lustra: “tak przesyłam, nie czuje się winny”. Należy raczej szukać sposobów by demokratycznie udostępnić prawdziwym twórcom zyski. I to najlepiej z pominięciem wszystkich “pasożytów” typu producent, wydawca, szef związku itd. Znaczenie tych zawodów w nowym modelu będzie się zmieniać i najpewniej maleć. Może podzielą oni los celników na wewnętrznych granicach Unii? Już widać, jak bronią się rękami i nogami – zupełnie jak w komedii “Nic do oclenia”. Przyjdzie jednak czas by złożyć broń.

Utwory można podzielić na dwie kategorie – te robione na zamówienie, rozliczane w prostej relacji twórca – faktura – klient, oraz te które według licencji przeznaczone są dla szerokiej publiki. W czasach powszechnego scrobblingu oraz rozpoznawania utworów (Soundhound, Shazam) można sobie wyobrazić automatyczny system typu Flattr, który zasilony składką od obywatela (od Ciebie) automatycznie przekazywałby ułamek twoich pieniędzy twórcy, którego słuchasz, oglądasz lub klikasz. Abonament się nie sprawdza to wiemy. Ale co by było gdyby fiskus wymagał załączenia kwitu za abonament do PIT-a? I co by było gdyby te pieniądze trafiały do tych których naprawdę lubisz? (Przecież nie do TVP!!!) Ile miesięcznie przeznacza obywatel na twórców – owszem kupujemy gazety, płacimy za różne klasyczne wydawnictwa, ale co z utworami z radia, internetu, telewizji, co z tysiącami mediów które są dziś dostępne? Jaka jest ostateczna odpowiedź na odwieczne pytanie kto płaci za odtwarzanie muzyki: radio producentowi czy producent radiu? A może ktoś by zapłacił muzykowi? Kto płaci za muzykę w lokalu – i gdzie te pieniądze trafiają? Żaden lokal się nie utrzyma bez muzyki, a wygra ten który ma najlepszą… Abonament może płacić lokal, albo zainstalowany w kieszeni klienta “podzielnik energii intelektualnej”…

Plik skopiowany to nie plik skradziony. Co za różnica gdzie jest magazyn wartości intelektualnej – w Spotify, w YouTube, na dysku, w radiu. Ważne żeby odtwarzający mieli proste narzędzia i zachętę by okazywać swoją “wdzięczność” twórcom. I ważne jest by poszanowane było też nasze prawo do prywatności, oraz byśmy mogli korzystać z wiedzy w sposób nieskrępowany.

The Future of Money

Na koniec polecam świetny film produkcji Emrgence Collective z 2010 roku o przyszłości pieniędzy, handlu i innowacyjnych sposobów płacenia między innymi za treści.

 

35. Otwarta kawa otwarta w Łodzi

6 Maja 2011, z inicjatywy Tomka z Łódzkiego Boatcampu odbyło się pierwsze w Łodzi spotkanie typu Open Coffee Club. W piątkowy wieczór, punkt o 19-stej w kawiarence 102 zebrała się grupka młodych ludzi. Przyszli napić się kawy i pogadać. Open Coffee to miejsce gdzie ludzie biznesu mogą się spotkać… nie tylko z ludźmi biznesu. Idea kręci się w okół zjawiska start-ups. Żeby napić się kawy nie musisz być jednak ani przedsiębiorcą czy inwestorem z grubym portfelem ani nawet programistą. Spotkania te cechuje luźna, nieformalna atmosfera.

Open Coffee Club

Na Open Coffee w ten piątek parę razy padało pytanie “a co to jest ten framework?“. Nie mniej entuzjastyczny młody tłumek porozmawiał również m.in. o giełdowym obrocie świniami, pracy u podstaw w Łodzi czy budowaniu open hardware-owych rozwiązań dla niepełnosprawnych oraz Rainmanie… Nie skończyło się na czczym gadaniu. Poszukiwani i znalezieni do pracy byli programiści C++ oraz PHP. Łukasz z Łódzkiego Ragnarsona szukał też kogoś kto mając jednocześnie głowę na karku w Rails pomoże zająć się kontaktami z klientami.

Jeśli więc masz pomysł na biznes, szukasz zasobów (ludzkich czy to finansowych), masz inny fajny pomysł, oferujesz umiejętności, chcesz pogadać lub posłuchać i poznać ciekawych ludzi obserwuj Facebook’ową stronę Boatcamp (like!). Wkrótce ogłoszony zostanie stały rytm spotkań Open Coffee Łódź. Spotkania będą też ogłaszane na stonie Open Coffee Community w serwisie meetup.com.

Poklatkowe zdjęcia zespołu Ragnarson przypominają mi o innym moim blogu, który wam również polecam 😉