29. All Saints in Lodz.

On the evening of All Saints I went with a couple of my friends for a walk to the  Doly cemeteries in Łódź. The atmosphere of a Polish graveyard is always special on that day. People light up candles on graves to honor the memory of their dead. Thousands of them glow magically in the evening.

28. Zguba.

Byłem w trójmieście u dziadków. Jako paroletni dzieciak spędzałem tam co lato parę tygodni.

Na miejscu była nasza trójmiejska rodzina, a z Łodzi przyjeżdżał też czasem tata. Przyjechał i zabrał mnie do Sopotu, w Baltonie dostałem coś do zabawy (Matchbox – pamiętam 🙂 ) a potem zabrał Tata mnie na zwiedzanie Opery Leśnej. Miła wycieczka gdy wróciliśmy na stację SKM okazało się, że na ławce w operze zostały okulary przeciwsłoneczne.

Miał je odkąd pamiętałem, zdaje się że przywiózł je z USA, był do niech strasznie przywiązany. Okulary przepadły i nie zdecydował się po nie wrócić. Żałował, trudna rada.

Mnie też żal czapki, którą ostatnio z własnej winy zgubiłem.

27. ProEkoDizajn – Warsaw Design Week

Wszyscy kibicujemy wydarzeniom typu Lodz Design Festival czy Plus Camerimage. Martwi nas gdy mają kłopoty, cieszy nas gdy dają radę i jest o nich głośno w świecie. Przyjemnie jest też pójść i coś zobaczyć. Niektórzy z nas po cichu marzą by też zrobić coś samemu. Festiwali, wystaw, konferencji i innych wydarzeń jest tyle ile nas samych. Zanim jednak ruszymy z miejsca już toniemy w pytaniach: jak, za ile, gdzie? Jak to ugryźć?

Przykro mi – ja nie wiem. Ale Prot i Olga coś już wiedzą…

Byłem zaskoczony gdy usłyszałem o warszawskim tygodniu dizajnu. Warsaw Design Week ( WDW na Facebook) to o ile wiem autorski pomysł Prota Haładaja. Moje sceptyczne zdanie na temat tego wydarzenia było godne Łodzianina z dużym kompleksem Warszawy. Puknąłem się jednak w głowę i powiedziałem „zrobił i trzeba to zobaczyć!”. Z płynących wartkim 🙂 strumieniem zaproszeń wybrałem z szerokiego programu ProEkoDizajn. Wystawę zorganizowała Olga Kisiel-Konopka. Jest jej kuratorem i gospodarzem. Doświadczenie zdobywała organizując wcześniej wystawy we Wrocławiu i Poznaniu (Arena Design).

Jak oni to zrobili? To prostsze niż myślicie, zamiast załamywać ręce po prostu: „wzięli się do roboty i to zrobili”. To kupa pracy i widać jej efekty. Prot i Olga włożyli w WDW i ProEkoDizajn nie tylko serca i pracę, ale i oszczędności. Wernisaż wystawy odbył się wieczorem 8 czerwca 2010 w 1500m2 do wynajęcia w Warszawie przy ul. Solec 18 (z Dworca Centralnego 4 przystanki tramwajem nr 9 w stronę Wisły).

Zgromadzona na wystawie kolekcja ma jeden wspólny mianownik – jest proekologiczna. Jak podkreśla jeden z projektantów – Jeremi Nagrabecki (galeria Velt) – przedmioty są wykonane ręcznie, z naturalnych, w miarę możliwości nisko przetworzonych materiałów. Mamy więc drewno, wiklinę, „biodegradalny” papier, filc. J.M. robi lampy. Są bardzo proste, estetyczne i pomysłowe. Prezentowana lapma OKO (przepraszam z kiepską jakość mojej dokumentacji foto i namawiam do odwiedzenia jego strony) do sterowania strumieniem światła wykorzystuje „magiczną” sztuczkę, magnetyzm. To przypomina mi trochę pracę Paul’a Cocksedge’a (Paul Cocksedge Studio), który zaprezentował ostatnio na TEDxMunich swoją najnowszą pracę „Life 01”. Zobaczcie sami. Zabawa z „niewidzialnym” materiałem. Obie lampy są intrygujące i zagadkowe.
ProEkoDizajn to miejsce dla Jeremiego – nie lubi masówy i ma pełen notes pomysłów na kolejne lampy. W przyszłości chce również tworzyć inne przedmioty.  Poza tym również „ośmiela się” organizować swoje własne wydarzenia. W ramach warszawskiej Nocy Muzeów zamknął ul. Próżną by zorganizować tam koncerty oraz imprezę poświęconą rzemieślnikom warszawskim.

Obecny na wernisażu Wujek Samo Zło 😉 upodobał sobie wiklinowy szezlong. Mówiąc do kamery TVN Wa-wa dowcipnie użył słowa „szezlong” parę razy. To bardzo fajny mebel autorstwa AZE design. Wiklina to materiał w Polsce niegdyś bardzo popularny. Służył nie tylko do wyrabiania koszyków na zakupy dla naszych babć. W 2005 architekci Ingarden i Ewy zaprojektowali z wikliny pawilon polski na Expo Aichi. Cechowała go ta sama filozofia swobodnego  kształtowania powierzchni przy użyciu tego materiału. W Almendinger przy Łąkowej w Łodzi miałem przyjemność wysłuchać kiedyś wykładu Ingardena, w którym opowiedział m.in. jak wspólnie z polskimi rzemieślnikami prototypowali elementy wiklinowej powłoki. Uważam, że to naprawdę fajny pomysł, a jego rozwinięcie mogłoby w przyszłości być silnym polskim akcentem w świecie mebli, jakim nie będzie infantylny folk, dostępny tu i tam. Już dziś zacznijmy zatem nękać sprzedawców by do swojej oferty wprowadzili polskie meble wiklinowe – ładne, wygodne i trwałe. 😉 I tanie. Prawda, że są tanie? 😛

Ponadto obejrzeć możemy lampy Mucha Design oraz Kafti Design, drukowane poduchy Limo, ekologiczne torby 60bag.com („żyją” tylko 60 dni), filcową modę Ani Obtułowicz, szydełkowane tkaniną przedmioty 00design, meble Oskara Zięty (PLOP/mini), Dawida Grynasza (stół), Grzegorza Cholewiaka (regał), siedziska „śniadanie na trawie” Marty Niewymskiej oraz komódkę z siedziskiem „sarenka” Oli Mireckiej.

Charakter „polskiego przedmiotu” nie jest wyraźnie określony. Nie da się ukryć, że na świecie nie ma takiej powszechnej świadomości naszych działań jak w przypadku Szwajcarii czy Skandynawii. Nie oznacza to, że tego charakteru się nie poszukuje. ProEkoDesign i Warsaw Design Week to dobre miejsce dla tych co szukają. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy również mieli okazję zobaczyć tu wystawców z innych krajów i tym samym powoli gonić wydarzenia takie jak Ambiente na Frankfurt Messe czy Maison et Objet w Paryżu, którym ustępujemy tylko skalą bo na pewno nie jakością.

Tydzień Design’u i wystawa ProEkoDizajn trwają do 13 czerwca 2010.

26. Filip Maranda – poranek – atrakcyjna codzienność.

O wystawie dowiedziałem się przez Facebook’a. Zawczasu zaznaczyłem tę datę w kalendarzu ciekaw co Filip Maranda nam pokaże? Znając próbki tej działalności z innych źródeł spodziewałem się czegoś ciekawego.
Udaje mu się nas zaskoczyć. Polski, łódzki salon (sypialnia) o poranku. A w nim kobiety. Codzienność młodej, dostatnio żyjącej i chyba szczęśliwej kobiety. Gdzie zaskoczenie w codzienności?

Bałuty-Bałuty, które obejżeć można było na fotofestiwalu nie serwowały szoku. W tłumie entuzjastów sztuki, który odwiedził wystawę w Noc Muzeów udało mi się podsłuchać taki na przykład komentarz: „no pokój sfotografowali” lub „znam tego gościa przy stole”. Świat, który tu widzę wydaje mi się też taki znajomy. Ktoś kto w nim nie był zauważy na poszczególnych zdjęciach fajne detale: mniej lub bardziej elegancka łazienka, sypialnia w której wciąż pachnie snem, łódzkie czy polskie wnętrze. W całym cyklu najważniejszy jest jednak człowiek. Fotograf wymienia różne czynności, które zgromadził w kolekcję nadając im nowe znaczenie. Zobaczymy ważenie, poranną toaletę i garderobę, oglądanie telewizji, picie kawy, karmienie rybek czy podlewanie kwiatów. To co nas wszystkich rano dotyczy czyli budzenie, ziewanie i wyglądanie spod kołdry… I wiele więcej. W tej intymnej strefie jest oczywiście i nagość… i wesołość, bądź tajemnicze spojrzenie w głąb obiektywu, w oko fotografa i odbiorcy. Taka jest ekspresywna zawartość tych kadrów.

Prace prezentują fajny estetyczny warsztat fotografa. Mają portretową głębię i ładne światło poranka. To nie do końca reportaż, to chyba jest sztuka. Wielu z nas chętnie widziałoby je u siebie na ścianie. Tego trochę brakuje na tegorocznym festiwalu.

Wystawę fotografii Filipa Marandy zatytułowaną „poranek” możemy podziwiać od 18:30, 1 czerwca w galerii ŁTF przy ul. Piotrkowskiej 102 do 14 czerwca. Warto się wybrać po drodze bądź nadłożyć kawałek by zajrzeć i zobaczyć na własne oczy!

25. Frekwencja, demokracja czy kompromis

Taki długi komentarz napisałem do felietonu Jana Domaniewskiego, że aż zamieszczam go tutaj.

Polaryzacja sama w sobie nie jest chyba zła. Pluralizm jest lepszy pewnie niż dualizm. Nie mniej w chętnie przypominanej przeze mnie Belgii mają całkiem spory kłopot z pluralizmem nacjonalizmu. Takich rozmiarów, że aż rządu pozbierać nie mogą. Im też bym zresztą doradzał niską frekwencję. Niestety Belgijski pluralizm legitymizuje się przymusowym stawiennictwem „w urnie”. U nas pełna dowolność co do stawiennictwa na wyborach, czy to w urnie, czy w innej formie. Ja mam wciąż płonną nadzieję, że przy refleksyjnym poziomie frekwencji, opcja „przeciwna” stawi się w mniejszym zakresie niż „nasza”.

Demokracja, nasza wartość, to nie rządy kompromisu, to rządy większości. Dobry demokrata liberał czy solidarny powinien jednak rzyczyć dobrze nie tyle większości co ogółowi. I tego wybierzmy.
Demokracja to prawo głosu, a nie przymus. Niniejszym daję głos.