4. Dramat.

Mógłbym zrobić z życia dramat, jeszcze lepszy niż obecnie.

Byłoby dynamicznie, tandetnie i romantycznie chyba. Pełno byłoby melodramatycznych zwrotów.
Cały czas z krzywym uśmiechem mówiłbym wszystkim, że wiem co robię.

Nie wiem co bym z tego miał, ale kusi.
Wydaje mi się, że szczęśliwy będę bardziej jeśli się powstrzymam.
Trzeba trzymać fantazję na wodzy i wprowadzać w życie tylko to co dobre, a nie dramatyczne. Spokojne, a nie szalone. Opanowane, poukładane i systematyczne.

3. Kiedy jestem sobą…

Naprawdę zawsze, albo nigdy.

Czasem słodzę, czasem konfabuluję, cedzę fakty, kreuję.

Na początku z sercem, potem też, ale inaczej i mniej uroczyście tak, jak podchodzi się do codzienności. Czasem z egoistycznych pobudek. Czasem podświadomie, lub wbrew sobie – bo taki jestem.

To jest autentyzm „Ja”. Taka specyfika i koloryt.

Prawdziwego „Ja” znają lepiej ci, którzy mieli okazję dłużej temu się przyglądać. Oni wyciągają średnią z tych niekonsekwencji i ta średnia to „Ja”.

2. Moc destrukcji.

Na chwile przestać myśleć i opanować się.

Zebrać myśli i wszystkie je wyrzucić. Nie pożądać, oczyścić łeb z balastu, który przygina ją coraz niżej.

Przykry krajobraz, z którego tylko uciec, to moje dzieło. Prawie mnie nie widać! Stapiam sie z tym tłem idealnie.

Co już zniszczyłem? Prościej: co zostało? Kawałek mnie, fundament innej stabilnej całości.

Pracę nad tym odłożyć? Zły pomysł. Moc jest. Tylko zmienić jej charakter. Posprzątać krajobraz i dać mu nowy, pogodny i zdrowy porządek.

Od czego zacząć? Od projektu rzecz jasna. 🙂 Do wtorku projekt. A potem…? Obym pamiętał swoje dobre chęci.